fbpx

Urodzinowe podsumowanie – stres, feminizm i zdrowy rozsądek

Urodzinowe podsumowanie – stres, feminizm i zdrowy rozsądek

Poziom zaawansowania:
1/5

Podsumowanie roku 2019 pisałam całkiem niedawno. Dzisiaj przyszedł czas trochę innych podsumowań, a mianowicie spisanie przemyśleń jako sposób na urodzinową chandrę. W tym tygodniu kończę 27 lat. Kiedy pomyśle o mojej 13 lat starszej ciotce, jak to brzmi w ogóle, mojej przybranej siostrze. Pamiętam, jak ona kończyła 27 lat, to wydawała mi się taka stara. Masakra, ja przecież nie jestem stara!

Chciałam napisać tak jak rok temu kilka wniosków jakie wyciągnęłam, ale zorientowałam się, że to był rok życia na własnych zasadach. Nie mam jakiś nowych spektakularnych wniosków, wszystko co się działo było dla mnie testem tych z poprzedniego roku. Utrwalaniem ich i życiem zgodnie z nimi.

Nie było lekko, ale uważam, że się udało. Tym bardziej dochodzi do mnie, jak idealnie pasuje na ten 2020 rok moje #onelitteword, którym jest BALANCE.

Wyciągam wnioski, a może jednak nie?

Kiedy zastanawiałam się co się takiego stało od ostatnich urodzin, wróciłam do wpisu, który pisałam tutaj rok temu. Napisałam wtedy coś takiego:

Spokój święty w kontekście zawodowym jest teraz dla mnie bardzo ważny. Cenię sobie spokój psychiczny, a ambicja dalej mi towarzyszy, ale jest już jedynie doradcą, nie kierownikiem.

Wciąż jest to bardzo prawdziwe stwierdzenie, opisujące moje życie. Jednak wtedy wydawało mi się, że to jest już wniosek, który wyciągnęłam, który stał się czymś pewnym i stałym w moim codziennym życiu. Jednak teraz, mając perspektywę kolejnego roku już wiem, że nie jest to coś stałego, o to muszę walczyć każdego dnia. Zdarzyło mi się wrócić na starą drogę nerwów, stresu i ambicji, która mnie paraliżowała, mimo, że już znam swoją wartość i nadal cenię święty spokój. Stres to cichy zabójca, mi zabrał kiedyś pół roku życia.

Pozytywem w tej całej sytuacji jest to, że tym razem udało mi się w porę opamiętać i nie wpaść w wir stresu. W chwili kryzysu bardzo pomogli mi w tym ludzie, z którymi pracuje oraz właśnie ta niewielka samoświadomość i wnioski sprzed roku.

Kilka miesięcy temu do blogowania wróciła Żaneta z bloga NetteCodeNetteLog opowiedziała swoją historię, którą przeżyła w minionym roku. Jak stres wykańczał ją powoli, co przypieczętował jeszcze wypadek i wszystko poszło już jak lawina. Kiedy słuchałam jej na Instagramie miałam ciarki. Bardzo cieszę się i jestem dumna z Żanety, że zdecydowała się o tym opowiedzieć, bo wydaje mi się, że jest to temat tabu. Dotykający w szczególności nas – kobiety, ponieważ lubimy brać na siebie za dużo, jesteśmy ambitne i jak już się w coś angażujemy to na 100%. Bardzo mocno trzymam za nią kciuki i z niecierpliwością czekam na jej treści związane z uważnością i radzeniem sobie ze stresem.

Zmiany i obawy

Wracając teraz do milszych tematów, jak już wiecie niedługo zostanę mamą. Myśl o tym wzbudza we mnie dużo skrajnych emocji, od szczęścia po ogromny strach. Jako programistka jestem przyzwyczajona, że praktycznie na wszystko jest instrukcja, a jak nie, to ja ze swoim logicznym i analitycznym myśleniem jestem w stanie ją stworzyć. Błędy na produkcji się zdarzają, w ostateczności zawsze jest jakiś backup, który można przywrócić. A tutaj? Projekt dziecko to jedna wielka niewiadoma. Jak popełnię błąd to nie ma kopii zapasowej. Instrukcji obsługi są tysiące, ale wzajemnie się wykluczają. Co teraz?!

Luz, przede wszystkim spokój może mnie uratować. Staram się nie spinać. Czytam minimum złotych rad. Co ma być to będzie. Jak to mówi mój mąż, pierwsze pewnie i tak zepsujemy, może przy drugim nam wyjdzie. Nie żebyśmy oboje byli tymi pierwszymi – zepsutymi.

Wymarzony czas

Wiele lat wstecz, kiedy przeglądałam moje ulubione blogi, gdzie dziewczyny z nich żyją, były w ciąży i w tym czasie rozwijały je jeszcze bardziej i sprawniej marzyłam dokładnie o takim życiu. Kiedy przyszedł mój czas i teraz ja siedzę w domu staram się robić wszystko, aby po pierwsze dobrze przygotować blog do tego czasu, kiedy będę musiała się poświęcić dziecku oraz po drugie opracować swoją wizję i maksymalnie rozwinąć w tym czasie Panią z Komputerem.

Zaczęło się od rebrandingu. Ogromny krok, który już dzisiaj owocuje. Kochałam Lime Coding jednak to PzK jest miejscem, które czuje w 100% i widzę, że moi odbiorcy również. Kolejna rewolucja to zwrócenie się do kobiet ze swoimi działaniami. Mężczyzn jest znacznie więcej w tej branży więc dlaczego kobiety? Bo tak mi podpowiada intuicja wraz ze ściśniętym żołądkiem, ponieważ nie mam pewności czy to dobry krok.

Gówno burza wokół feminizmu

Nie jestem feministką, nie chcę promować postawy, że jako kobietom nam się teraz wszystko należy. Wręcz przeciwnie. Po tym co stało się z PHPCE byłam wstrząśnięta i właśnie to wydarzenie dało mi do myślenia. Zaczęłam śledzić temat w internecie i widzę sytuacje, gdzie kobiety mają jakieś „fory” są przez nie same mocno krytykowane. Więc jak to w końcu jest? Chcemy być wspierane czy nie? Aż w końcu w stanie wielkiego wzburzenia, żeby nie nazwać tego dosadniej stwierdziłam, że będę wspierać kobiety, ale poprzez propagowanie w środowisku trochę innej postawy.

Walczmy kompetencjami, nie feminizmem.

Kobiety w IT to często wrażliwe dziewczyny na początku drogi, którym ciężko jest się odnaleźć w męskim środowisku i zadawać pytania, żeby nie wyjść na idiotki. Z drugiej strony mamy zabiegane matki, które często nie mogą sobie pozwolić na nadgodziny, czy dodatkową pracę w domu. Żyjemy w innych kontekstach niż mężczyźni, mamy inną perspektywę. To sprawia, że powinnyśmy się wspierać. Dzielić się trikami na ogarnianie rzeczywistości. Wpierać, kiedy mamy jednocześnie chore dziecko i sztywny deadline. Starać się upraszczać sobie drogę do zdobywania nowych kompetencji oraz podnosić wzajemnie pewność siebie poprzez utwierdzanie, że nasze kompetencje są tak samo wysokie jak mężczyzn w zespole, przez co mamy prawo stawiać w dyskusji na swoim.

Nie rozumiem oburzenia, że np. dane wydarzenie czy warsztaty są dla kobiet. Wspierajmy się, uczmy się wspólnie, dawajmy sobie wzajemnie fory na starcie. Zapracujmy na to. Czy satysfakcja, że coś osiągnęłyśmy własną wiedzą, umiejętnościami i pewnością siebie nie jest dużo fajniejsza niż świadomość wygranej, bo jestem kobietą? Moje zdanie jest takie: wspierajmy się na starcie, rozwijajmy się razem, aby potem wygrywać dzięki kompetencjom, a nie płci.

Z tego co zaobserwowałam prze te parę lat swojej pracy zawodowej to to, że kobietom nie brakuje wiedzy czy umiejętności, a pewności siebie. Przegrywają przez to z często przerośniętym ego mężczyzn, którzy nie boją się walczyć o swoje i forsować swojego zdania. Na szczęście takich mężczyzn jest niewielu. W większości są cudownymi współpracownikami. Dlatego tym bardziej, nie bądźmy same dla siebie przeszkodą w budowaniu swojej pozycji eksperta.

Podsumowanie

Nagadałam się. Poruszyłam dla mnie bardzo ważne tematy. Trochę pobieżnie, ale z czasem je na pewno rozwinę. Mimo to czuje się świetnie, że mogłam się nimi podzielić. Zaczynając od stresu, poprzez macierzyństwo aż po feminizm. Jeśli wytrwałeś do końca tego tekstu bardzo Ci za to dziękuję i jestem ogromnie ciekawa Twojej opinii na te tematy. Daj znać w komentarzu co o tym sądzisz.

A na następny rok, życzę sobie i Wam by nas było stać na święty spokój. 

#BALANCE

Zgarnij darmowy ebook i cotygodniową dawkę wiedzy

.
Magdalena Limanówka-Kuciel
magdalena@panizkomputerem.pl

Jestem programistką, która lubi mieć ręce pełne roboty. Do życia potrzebuje komputera z internetem i kubka gorącej kawy. Więcej na stronie o mnie.