fbpx

Triki na pracę zdalną – lista to do

Triki na pracę zdalną – lista to do

Pracując zdalnie musimy nie tylko wykonywać zadania, za które nam płacą, ale także działać jak cała firma w jednej osobie. Z jednej strony nie mamy prawdopodobnie sztywnych godzin, a na pewno nikt nad nami nie stoi. Jednak ma to swoje konsekwencje. To od nas zależy jak wydajnie będziemy pracować.

Po krótkim czasie tego typu pracy stwierdzam, że teksty mówiące o potrzebie motywacji i mobilizacji to jedna wielka ściema. Żeby wydajnie pracować musimy po prostu zastosować kilka technik i trików regularnie, a nie magicznie czekać na motywacje. Wierze, że każdy może dobrze pracować zdalnie, wystarczy, że pozna kilka zasad i sprawdzi co u niego działa, a co nie.

Dzisiejszy post jest kolejnym z serii trików na pracę zdalną. W pierwszym opowiadałam Ci o technice pomodoro, która do dzisiaj bardzo dobrze się u mnie sprawdza i powoli zaczyna przynosić mi coraz większe efekty. Dzisiaj pokażę Ci drugi trik, czyli praca z listą TO DO.

Możesz pomyśleć, że to zbędny element, który jest bardziej wodotryskiem i odpowiedzią na kobiecą potrzebę estetyki w pracy. Jednak mam nadzieje, że moje argumenty pokażą Ci, że nie jest to tylko zbędny gadżet.

Czym jest lista TO DO?

Tutaj raczej nie odkryje przed nikim Ameryki. Lista TO DO to lista rzeczy do zrobienia. Niekoniecznie musi być to lista zadań na dany dzień, choć dla mnie jest właśnie tym. Może to być lista TO DO żeby osiągnąć konkretny cel lub zrealizować jakiś plan czy projekt.

Lista TO DO dla mnie jest listą rzeczy, które mam zrobić danego dnia. Dopóki nie pracowałam w domu nie było mi z nią po drodze, ponieważ w pracy robiłam jedną, drugą miałam w domu, jedna do drugiej oczywiście nijak się miała. Jeśli używałabym aplikacji pewnie byłoby to prostsze, jednak ja akurat w tym wypadku jestem bardzo analogowa i staroświecka. Pisałam Wam już o tym, kiedy opowiadałam o swoim miejscu pracy.

Moje zasady pracy z listą TO DO

Przede wszystkim pierwszą rzeczą, od której zaczynam pracę jest właśnie spisanie takiej listy. Wtedy robię małą burzę mózgów, spisuję wszystko od pisania postów, przez programowanie po upranie skarpetek. Odkąd pracuje w domu te zadania się u mnie mocno przeplatają i o dziwo pasuje mi to, że nie żyję w dwóch kontekstach. Nie jadę do pracy na osiem godzin i wszystko dzieje się w jednym kontekście, aby potem wrócić do domu, przeskoczyć w drugi i zajmować się skarpetkami. Dla mnie było to o tyle trudne, że między skarpetkami starałam się jeszcze pisać posty. Oczywiście, że jest to możliwe, ale mi to nie odpowiadało. Jak mam mieć chaos, to niech to będzie mój chaos.

Kiedy mam już przygotowaną listę zaznaczam na niej zakreślaczem albo rysując małą gwiazdkę przy max trzech zadaniach, które są dla mnie danego dnia najważniejsze. Robię to po to, bo wiem, że czasami ta lista jest tak długa, że mało prawdopodobne abym zrobiła wszystkie zadania. Jednak, jeśli chociaż dwa z trzech najważniejszych, a najlepiej wszystkie najważniejsze będą zrealizowane to uznam ten dzień za udany. Zdarzają mi się dni, kiedy żadne z tych zadań nie jest zrealizowane, ale w takiej sytuacji łatwo też przyjdzie mi określić, dlaczego. Może zrobiłam za to większość tych mniej ważnych co też jest spoko ale mam małe wyrzuty sumienia, że zajmowałam się pierdołami, które wiadomo, że i tak miałam zrobić, ale nie przybliżyłam się do swoich celów tego dnia, bo zlałam to co dla mnie ważne.

Zdarza się też tak, że te mniej ważne też nie są w dużej mierze zrealizowane więc po prostu się tego dnia opierdzielałam. Czasami potrzebuje pozwolić przejąć sterowanie mojemu wewnętrznemu leniowi i wcale nie mam z tego powodu wielkich wyrzutów, o ile nie zawaliłam czegoś bardzo ważnego i świadomie na koniec dnia muszę się pogodzić z konsekwencjami stania w miejscu. Nie jestem robotem, o ile nie zdarza się to co drugi dzień to sobie z tym poradzę.

Co mi daje codzienne prowadzenie listy TO DO?

Jak to kiedyś usłyszałam u Dominika Juszczyka jestem wykreślaczem, czyli osobą, która ma satysfakcję z wykreślania rzeczy z listy. Bardzo lubię to robić i może też dlatego taka lista bardzo wiele mi daje każdego dnia. Po pierwsze układa w głowie natłok myśli, pisał o tym też David Allen w książce Getting Things Done. Jeśli cały czas o czymś musimy pamiętać to tracimy na to energię na myśleniu zamiast na realizacji.

Do tego na koniec dnia zawsze mam poczucie, że panuje nad swoim czasem, choć pewnie nie jest to do końca prawdą w dniach lenia, ale moje samopoczucie jest znacznie lepsze. Wiem na jakim etapie jestem w swoich działaniach, że codziennie, małymi krokami idę w dobrą stronę. Pomaga mi to w pracy nad swoimi nawykami, ponieważ jeśli moim nawykiem jest godzina pisania dziennie to takie zadnie również wpisuję co rano na listę.

Generalnie moja produktywność jest znacznie w lepszej kondycji. Do tego dobre samopoczucie, motywacja i chęć, aby następnego dnia działać tak samo. A na koniec w nagrodę. ze spokojnym sumieniem i głową włączam sobie odcinek serialu na Netflixie.

Jak wygląda moja lista TO DO

Moja lista jest papierowa, ale w dwóch odsłonach. Pierwsza wersja to bloczek z wyrywanymi kartkami od PSC. Jest piękny co zaspokaja moje potrzeby estetyczne, a mam na tym punkcie bzika. Do tego jego wielkość jest wystarczająca, aby zmieścić moje codzienne zadania oraz jest na tyle niewielki, że nie zagraca biurk,a a mam go stale na oku. Pozwala mi to monitorować mój postęp prac i przypomina, ile roboty przede mną, jest lampką z tyłu głowy, że może czas wyłączyć tego facebooka czy instagrama.

moje miejsce pracy

Druga odsłona to lista suchościeralna. Dużo bardziej współgra z moją polityką. Strasznie nie lubię wyrzucać papieru, którego nie wykorzystałam do końca albo po prostu marnować go dla zasady, bo jeden dzień to jedna lista. Dlatego rzeczy suchościeralne PSC rządzą u mnie w domu. Jednak jest dla mnie za duża. Format A3 zajmuje sporą część biurka, przez co często ginie pod stertą notatek lub innych materiałów. Wtedy to co na mnie bardzo dobrze działa, czyli ciągłe patrzenie na listę choćby kontem oka jest niemożliwe przez co zwykle znacznie mniej zadań realizuje. Mimo to bardzo często korzystam z obu wersji zamiennie. 

Kiedyś korzystałam z kilku różnych aplikacji, w końcu na komputerze mam je zawsze pod ręką. Jednak akurat wykreślanie listy w komputerze mnie tak nie cieszy, jak tej papierowej. Ja tak mam, ale każdy może mieć inaczej. Dlatego Oto kilka z nich, które wypróbowałam.

Aplikacje

Nozbe – przez bardzo długi czas używałam tej aplikacji do tworzenia list TO DO jednak nie tych codziennych, a takich, które gromadziły mi zadania prywatnych projektów. W niej organizowałam ślub i wesele, gdzie na bieżąco weryfikowałam, czy wszystko mamy przygotowane. Teraz kiedy czekamy na dziecko również pierwsza lista potrzebnych rzeczy trafiła właśnie do Nozbe.

Jej wielkim atutem jest aplikacja mobilna. Intuicyjny interfejs, szybka synchronizacja, brak przytłaczających powiadomień. Dla mnie jedna z najlepszych, jeśli chodzi o aplikacje mobilne w swojej kategorii.

Dlaczego w takim razie nie korzystam z niej na co dzień? Głównie wynika to z moich preferencji, o których wspominałam Ci powyżej. Lubię wykreślać na papierze w codziennych czynnościach. Z drugiej strony jestem przyzwyczajona, że duże projekty zawodowe prowadzę w Jirze, Nozbe jest zdecydowanie za ubogie funkcjonalnie i dobrze, bo nie jest do tego przeznaczone. Do tego Jira ma pełną integracje z Bitbucketem czy Confluencem co w kwestii pracy zespołu programistów jest dla mnie podstawowym wymaganiem.

Z drugiej strony projekty takie jak prace związane blogiem czy marketingiem prowadzę w Asanie, ponieważ Jira jest w tym przypadku zbyt rozbudowana i nie ma wielu funkcji, które są wprost idealnie zrobione w Asanie. Współdzielenie zadań między projektami, bardzo ładna prezentacja zadań na kalendarzach i to wszystko w wersji darmowej. W Jirze oczywiście jest to do osiągnięcia, ale za odpowiednią opłatą, ponieważ takie funkcje dostarczają nam wtyczki, nie mówiąc już o tym, że sama Jira jest płatnym narzędziem.

Wunderlist – Bardzo przyjemne, darmowe narzędzie. Z wymienionych w tym poście aplikacji moje ulubione do codziennej pracy. Ostatnio zostało kupione przez Microsoft, przeszło lekką rewolucję, rozbudowało się funkcjonalnie. Na pewno jest to narzędzie, które zdecydowanie polecam właśnie do list TO DO wpierających codzienną pracę. Ma aplikacje mobilną, również całkiem przejrzystą i prostą w obsłudze.

Zgarnij darmowy ebook i cotygodniową dawkę wiedzy

.
Tags:
Magdalena Limanówka-Kuciel
magdalena@panizkomputerem.pl

Jestem programistką, która lubi mieć ręce pełne roboty. Do życia potrzebuje komputera z internetem i kubka gorącej kawy. Więcej na stronie o mnie.