Projekt Feniks czyli jak ratować firmę przed upadkiem

Jakiś czas temu zainteresowałam się tematem zarządzania projektem oraz zarządzania przedsiębiorstwem. Nie ukrywam, że zawsze chciałam mieć własną firmę, jednak nie sztuką jest ją założyć, a umiejętnie prowadzić. Swoją przygodę zaczęłam od szkolenia Agile PM, które zainspirowało mnie do zgłębienia tematu. Zaprowadziło mnie to do księgarni, a tam znalazłam właśnie książkę – Projekt Feniks.

Projekt feniks

Autor w niezwykle ciekawej i łatwo przyswajalnej formie przekazuje czytelnikowi ogrom wiedzy. Gdyby napisać tę samą historię językiem naukowym byłaby pewnie ogromnym tomiszczem, a osoba czytająca nie zapamiętałaby nawet 1/10 tego, co byłoby tam opisane.  To właśnie ciekawa historia fabularna i lekki język sprawiły, że Projekt Feniks całkowicie mnie wciągnął i spowodował, że znalazłam czas na czytanie, co wcześniej nie było takie łatwe. Tytuł jest wyraźnym spoilerem, jednak w tym przypadku nie jest to minus. Wydawnictwo i sam autor nie ukrywają, jak skończy się ta historia, wręcz przeciwnie, promują ją, podkreślając, że opisywana firma wyjdzie z problemów, jak feniks z popiołów.

Bill  jest kierownikiem zespołu programistów. Osiąga sukcesy w zarządzaniu, co przykładem jest jego sprawnie działający team. Jednak czym jest kilkanaście osób w porównaniu z kilkutysięczną firmą? Dla jego pracodawców najwyraźniej tym samym, ponieważ z dnia na dzień kierują go na stanowisko kierownika działu. Niestety jak się domyślacie, nie jest to dobrze działająca część firmy, dział IT jest w najgorszym momencie – wdrażania projektu, który de facto nie jest na to gotowy. Żeby tego było mało, los całej firmy zależy od tego projektu pod wymownym tytułem – Feniks. Oczywiście jak to bywa w IT, nie ma spokoju. Oprócz Feniksa jest kilkanaście projektów serwisowych, które są kompletnie niestabilne, a rzesza programistów wdraża poprawki, kiedy i jak chce, wysypując aplikacje praktycznie każdego dnia.

Nasz bohaterski kierownik w przeciągu niecałego roku ogarnia sytuacje. Wdraża sprawne systemy wprowadzania zmian, integracji wersji aplikacji i wiele innych. Z biznesowego punktu widzenia wykorzystuje różne metodologie m.in. tablice kanbanową. Identyfikuje wąskie gardła wytwarzania oprogramowania, które obniżają wydajność produkcji. Zwraca uwagę na ważny aspekt t.j. dzielenia wiedzy między członkami w zespole. Mimo tych wszystkich zmian, za którymi stały poważne, rzeczowe argumenty odbijał się od ściany. Jego szefostwo kazało mu ratować sytuacje, jednocześnie całkowicie ograniczając. Długi czas dostawał po głowie za każdy pomysł. Współpracownicy kopali pod nim dołki. Obawa przed zmianami była większa niż obawa upadku firmy. Nastąpił przełomowy moment, gdy firma osiągnęła dno, a Bill rzucił papierami. Wtedy przysłowiowa góra się ocknęła i zaufała głównemu bohaterowi. Potem jak to w życiu zwykle nie bywa, wszystko skończyło happy endem.

Dlaczego warto?

Chociażby dla samej fabuły. Każda osoba związana z branżą IT będzie zaintrygowana tą powieścią, nie ma wiele takich książkowych pozycji na rynku, gdzie lekka fabuła jest napisana naszym – geekowskim językiem. Kolejnym powodem może być to, że zamiast czytać o metodykach zarządzania w formie regułek, wypisanych w podpunktach zasad i manifestacji, dostajemy realny przykład jak wdrażać je w firmach IT. Zaczynając czytać, miałam wrażenie, jakby autor opisał każdą firmę IT, w której przyszło mi pracować. Miałam obawy, że może nie wyłapie w tekście fragmentów, które zaważyły na sukcesie Billa. Były to jednak niesłuszne obawy, wszystko, co ważne jest wyraźne podkreślone w tekście i omówione przy sprawnym wykorzystaniu dialogów. Oprócz czysto technicznych zagadnień znajdziesz w niej również dawkę dobrego humoru. Jednym słowem polecam, nie będziesz żałował.

Podobne posty

Jestem programistką, która lubi mieć ręce pełne roboty. Do życia potrzebuje komputera z internetem i kubka gorącej kawy. Więcej na stronie o mnie.

Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here