fbpx

Jak wygląda moje miejsce pracy

moje miejsce pracy

Jak wygląda moje miejsce pracy

Zawód programisty daje tę niesamowitą możliwość pracy z dowolnego miejsca na ziemi. Zwykle jedynym ograniczeniem jest dostęp do internetu. Dlatego każdy z nas może pracować w innych warunkach. Dla jednych będzie to wynajęte biuro, dla innych pomieszczenie lub wyznaczony kąt w domu, a dla niektórych plaża na Bali. To. gdzie pracujemy ma na nas bardzo duży wpływ. Składa się na niego wiele elementów, od rzeczy po dźwięki wokół. Nie ma jednak jednego idealnego rozwiązania jak zorganizować swoją przestrzeń, aby praca szła nam szybciej i bylibyśmy bardziej produktywni.  

W moim przypadku jest to standardowy kącik w domu, choć nie wykluczam w przyszłości wynajęcia biura, ale to już plany długoterminowe. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć, jak wygląda moje miejsce pracy, choć nawet nie tyle o samym miejscu, co o elementach przestrzeni, które są dla mnie ważne w miejscu pracy. Różnią się one lekko w zależności od tego czy pracuję nad kodem, czy nad tekstem. Jednak tzw. core jest niezmienny.

Komputer

Jak być programistką bez komputera? Nie da się! Nie wiem czy mogę go zaliczyć do elementów mojego miejsca pracy, ale bez niego nie mam pracy wiec chyba tak. W moim przypadku to Macbook pro. Przy biurku kładę go po prostu na blacie, w innych miejscach korzystam z najtańszej podkładki z Ikei. Do tego przydaje się przynajmniej jeden monitor zewnętrzny. Dawniej przypinałam też zdalną klawiaturę i touchpada, a sam laptop robił za drugi monitor. Tak było mi najwygodniej, niestety aktualnie nie mam na to miejsca. Na moim biurku znajdziecie również iMaca, który jest głównie narzędziem do grafiki i obróbki zdjęć w połączeniu z tabletem.

Biurko

Model nie ma w tym przypadku znaczenia, ważne, żeby było duże i na dobrej wysokości. Potrzebuję miejsca na moje miliony kartek, plansz i list o czym przeczytacie poniżej. U mnie Ikea, tym razem to wybór mojego męża.

Zawsze zaczynam pracę od ogarnięcia bałaganu jaki robię przez cały poprzedni dzień. Nie potrafię zacząć bez uporządkowanej przestrzeni. Do tego odzywa się moja kobieca strona, dlatego na biurku mu być też estetycznie i ładnie. W pracy miałam np. trzy mini palmy. Podobno patrzenie na zielone relaksuje wzrok. W domu również mam roślinkę, tym razem to bonsai oraz kolorowe świece lub lampion, który zagościł na święta, dlaczego?  O tym w moich małych dziwactwach.

Krzesło

Już kiedyś wspominałam o krześle dla programisty jako o idealnym prezencie. Podtrzymuje ten pomysł. Niestety nasza praca ma klasyczny siedzący tryb. Oczywiście możesz krzesło zastąpić piłką lub regulowanym biurkiem, aby pracować na stojąco, co również przerabiałam, gdy miałam problemy z kręgosłupem i siedzenie dłuższe niż 20 minut sprawiało mi ogromny ból. Jednak powiedzmy sobie szczerze, że głownie siedzimy, bo jesteśmy po prostu leniwi. A o kręgosłup możemy dbać na inne sposoby jak np. dobre i ergonomiczne krzesło.

Krzesła to temat rzeka. Chcąc kupić sobie na prawdę dobre musimy liczyć się z wydatkiem około dwóch tysięcy złotych. Miliony razy przerabiałam już dylemat kupić czy nie. Do tej pory nie zdecydowałam się jeszcze na taki krzesło i wiem, że pewnie to błąd. Jednak jakoś nie mogę się nigdy ostatecznie zdecydować na tak duży wydatek. Przerabiałam modele niby ergonomicznych krzeseł koło 500zł i musze przyznać, że były to wywalone pieniądze. Jedno jedyne, które mi się sprawdziło mniej więcej w tej cenie to model z Ikei, za który zapłaciłam 700zł z podłokietnikami.

Jeśli ktoś tak jak ja nie jest przekonany do takiego wydatku to mam patent, który sprawdził mi się idealnie w pracy. W końcu nie dam tyle pieniędzy za krzesło, które zawiozę do biura. To nakładka na każde możliwe krzesło, która kosztuje na allegro całe 10zł. Naprawdę mistrzowski pomysł!

Co pół roku lądowałam u fizjoterapeuty na odcinek lędźwiowy. Odkąd w pracy miałam nakładkę, a w domu wspominany fotel z Ikei mam spokój od ponad roku. 

Światło

Pracując z domu siadam do pracy o bardzo różnych porach, często w bardzo dziwnych godzinach. Dlatego dobra i klimatyczna lampka była mi potrzebna. Zdecydowałam się na czarno złotą z Ikei. Sprawdza się idealnie, ponieważ mogę dowolne dostosować kąt padania światła, a samo światło musi być ciepłe.

Lista TO DO

Odkąd pracuje z domu jest to mój totalny MUST HAVE. Dawniej stosowałam to też w pracy, ale dużo ciężej było mi to ogarnąć, bo sytuacja była bardzo dynamiczna. Do tego taką drugą listę miałam w domu. Teraz jest mi łatwiej, ponieważ mam tylko jedną listę rzeczy do zrobienia danego dnia.

Oprócz wypisania sobie zadań na dany dzień, zaznaczam sobie na niej max 3 rzeczy, które są dla mnie danego dnia najważniejsze i staram się od nich zacząć, choć nie zawsze. Oczywiście jeśli danego dnia nie uda mi się zrealizować trzech najważniejszych rzeczy to nie rozpaczam, ale mam poczucie, że mimo wszystko panuje nad sytuacją. Czasami świadomie z czegoś rezygnuje, a kiedy coś mi wypadnie lub się przedłuży to przynajmniej wiem, dlaczego nie zrealizowałam danych zadań. Kiedy nie mam listy TO DO to czuje, że dzień przecieka mi przez palce, mimo, że tak nie jest.

Osobiście korzystam z wersji analogowej od PSC. Raz jest to plik wyrywanych list, których drugą stronę wykorzystuję do notatek. Innym razem jest to lista suchościeralna, która jest mi znacznie bliższa, ponieważ nie lubię marnować papieru, skoro mogę działać na czymś wiele razy i nie mam produktów ubocznych. Jednak format A5 zajmuje za dużo miejsca na biurku, a lubię mieć listę cały czas w zasięgu wzroku. Oczywiście znam też aplikacje, które posiadają te funkcjonalności, ale ja jakoś jednak wolę wersje papierową.

Kartki

Wiem, wiem. Wyśmiejecie mnie, bo po co mi kartki w programowaniu. Wracam na studia czy co? Właśnie nie. Oczywiście nie programuje na kartach w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jestem wzrokowcem i uwielbiam wszelkiego rodzaju schematy. Dlatego w większości zadań czy to takich, w których tworzę funkcjonalność, czy podczas naprawiania błędów rozrysowuje sobie procesy zachodzące w kodzie. Wydzielam warstwy i zakresy odpowiedzialności klas. Staram się układać kroki procesu w logiczną całość, aby się nie powtarzać, a jednocześnie potem takie schematy, znajdując swoje odzwierciedlenie w kodzie sprawiają, że czytelność kodu jest dużo lepsza. W bardziej skomplikowanych przypadkach mogą trafić również do dokumentacji.

Wiadomo, że jeśli poprawka sprowadza się do jednego ifa, nie rozrysowuje procesu. Jednak moja praca zwykle nie sprowadza się do poprawek tego typu błędów a do bardziej zaawansowanych problemów architektonicznych czy optymalizacji, a wtedy notatki są niezastąpione.

Podobnie jak z listą TO DO przerzuciłam się na plansze suchościeralne od PSC. Nie tylko nie marnuje bez sensu papieru na bazgroły, ale także mogę na bieżąco wprowadzać modyfikacje do swoich notatek. Kiedy jeszcze pracowałam w biurze to zdarzało mi się taką tablicę wykorzystywać do burzy mózgów z innymi członkami zespołu albo kiedy podchodziłam do kolegów z prośbą o stanie się moją gumową kaczką lub inne konsultacje, oni od razu widzieli o co mi chodzi, patrząc jedynie na plansze ze schematem.

Inne

Oczywiście nie jest tak, że pracuje tylko przy biurku. Moje miejsce pracy jest dość mobilne w ramach mieszkania. Zdarza mi się pracować w łóżku, na kanapie czy nawet przy stole w kuchni. Szczególnie teraz w ciąży, kiedy moje dłuższe siedzenie przy biurku, czyli max 4 godziny odchorowuję cały następny dzień. Tym sposobem tracę więcej niż zyskuje. Leżenie na plecach mimo podstawki też nie wchodzi w grę, ponieważ zaraz mi słabo, a mały cały czas się kręci.  Jeśli leżenie to tylko na boku, a jak tu pisać leżąc na boku? No nie ma szans. Nawet Instagrama się źle przegląda. Dlatego najlepszym miejscem aktualnie jest fotel uszak lub podobna pozycja siedząco leżąca w łóżku. 

Moje małe dziwactwa

Kiedy programuje to zwykle zakładam słuchawki, ale co ważne, często nic w nich nie leci. Gdy chce się skupić, bo pracuje nad architekturą lub muszę przeanalizować dokładnie kod to lubię mieć ciszę. Odcinają mnie od szumu innych osób pracujących w pokoju. Osoby chcące mnie o coś zapytać zastanowią się trzy razy zanim mi przerwą, gdy widzą, że mam słuchawki na uszach. Jednak akurat wtedy nie wykorzystuję ich do słuchania muzyki czy innych podcastów czy YouTuba, ponieważ jeśli jakoś idą mi się skupić to nie pamiętam co słuchałam a często przeszkadzają w wejściu na 100% w kod.

Za to, kiedy pisze artykuły również zakładam słuchawki, jednak tym razem zwykle bardzo cicho leci w nich Spotify ale to nie największe dziwactwo. Kiedy piszę teksty lubię, gdy w pomieszczeniu, w którym piszę, a najlepiej na biurku paliła się jakaś świeca. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale kiedy kątem oka widzę palącą się świecę mam takie uczucie spokoju, wyciszenia i mój umysł wtedy pracuje bardziej kreatywnie.

A jak wygląda Twoje miejsce pracy? Czego potrzebujesz, żeby się skupić? Jakie są Twoje małe dziwactwa?

Zgarnij darmowy ebook i cotygodniową dawkę wiedzy

.
Tags:
Magdalena Limanówka-Kuciel
magdalena@panizkomputerem.pl

Jestem programistką, która lubi mieć ręce pełne roboty. Do życia potrzebuje komputera z internetem i kubka gorącej kawy. Więcej na stronie o mnie.